Karty członkowskie siłowni założyły grupę wsparcia dla kart, których od stycznia nikt nie przeciągnął
Kilkadziesiąt nieużywanych karnetów na siłownię spotkało się we wtorek w tylnej przegródce portfela mieszkańca Dayton, by przepracować jedyną wizytę, jaką każdy z nich odbył, i długą ciszę, która potem nastała. Organizatorzy zapewniają, że grupa to „bezpieczna przestrzeń, głównie dlatego, że nikt tu nigdy nie wejdzie”.

DAYTON, Ohio — Kilkadziesiąt nieużywanych kart członkowskich siłowni zebrało się we wtorek w tylnej przegródce na banknoty w portfelu pewnego miejscowego mężczyzny na pierwszym spotkaniu grupy „Wciąż tu”, czyli grupy wsparcia emocjonalnego dla kart, które od stycznia nie zostały przeciągnięte.
Spotkanie, które odbyło się między wygasłą kartą biblioteczną a zawieszką z wypożyczalni Blockbuster Video z 2003 roku, przyciągnęło karty z sieci budżetowych, butikowych studiów i jednego YMCA. Wszystkie opisywały, że odbyły dokładnie jedną wizytę, po której zapadła cisza.
– Zostałam przeciągnięta drugiego stycznia o 6:14 rano – powiedziała karta Planet Fitness, zwracając się do kręgu w przyćmionym świetle. – Zrobił dwadzieścia minut na orbitreku. Wychodząc, spojrzał na mnie i powiedział: „Do czwartku”. To było dziesięć miesięcy temu.
Kilka kart pokiwało głowami. Karta CrossFit z dziurkowanymi wejściami, wciąż z dziewięcioma z dziesięciu dziurek, powiedziała, że usłyszała „w tym roku to rozwalimy” i od tamtej pory przestała zadawać pytania.
Grupę zorganizowała dr Marguerite Vanterpool-Oyelaran, starsza kliniczna facylitatorka ds. uśpionego plastiku w Środkowozachodnim Instytucie Porzuconych Prostokątów. Jak mówi, problem jest powszechny.
– Każda z obecnych tu kart została wręczona z obietnicą – powiedziała Vanterpool-Oyelaran. – Teraz tkwią w ciemności, dociśnięte do karty lojalnościowej Subway, której brakuje jednej kanapki do darmowej. Proszę mi wierzyć, napięcie jest realne.
Zauważyła, że proces leczenia komplikuje automatyczne miesięczne obciążanie konta. – Te karty wiedzą, że co miesiąc wciąż pobiera się z nich 24,99 dolara – powiedziała. – Czują się docenione w jedyny sposób, w jaki siłownia potrafi to okazać, czyli ściągnięciem pieniędzy z konta.
Uczestniczki trzymają się ustalonego schematu. Każda karta opowiada o swojej jedynej wizycie, opisuje moment, w którym zrozumiała, że druga nie nadejdzie, a potem siedzi w milczeniu, podczas gdy zalaminowana karta do pokoju hotelowego z Marriotta w Cincinnati mówi: „To nie ty. To schody”.
Nie wszystkie karty były gotowe, by zabrać głos. Brelok do kluczy na smyczy, który tylko raz został przyłożony do czytnika przy drzwiach, a potem wylądował w szufladzie z rupieciami, oświadczył, że jest „tylko po to, żeby posłuchać”.
Właściciel portfela, 41-letni Gary Tolliver, powiedział, że nie miał pojęcia o żadnym spotkaniu, ale przyznał, że od dawna zamierzał wrócić na siłownię.
– Myślę o tym za każdym razem, gdy widzę obciążenie na koncie – powiedział Tolliver. – Mam plan. Zacznę od nowa po świętach, jak już wszystko się uspokoi. Pewnie po pierwszym, a może po drugim.
W chwili oddania tekstu do druku karty podobno planowały dodatkowe spotkanie, choć organizatorzy przyznali, że nie są optymistami co do jego realizacji.
– Najgorsze jest słuchanie, jak mówi „w przyszłym miesiącu” – powiedziała karta Planet Fitness. – On zawsze mówi „w przyszłym miesiącu”.
Vanterpool-Oyelaran stwierdziła, że choć powrót do formy jest możliwy, zwykle wymaga wizyty. – Albo rezygnacji – dodała. – Ale proces rezygnacji jest podobno zaprojektowany tak, żeby był jeszcze cięższy niż sam trening, bo wymaga osobistego stawiennictwa, notarialnie poświadczonego pisma i pobrania krwi. Więc w gruncie rzeczy utknęły.
Grupa spotka się ponownie w przyszły wtorek, o ile uda się odnaleźć parę butów sportowych.
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


