Mężczyzna, który rzucił „musimy się kiedyś koniecznie umówić”, w szoku po otrzymaniu od znajomego konkretnej daty i godziny
Dennis Hallorhan, 41 lat, był podobno „zupełnie zaskoczony” we wtorek, gdy mężczyzna spotkany w aptece odpowiedział na jego uprzejmościowy zwrot czwartkiem, 18:30 i restauracją z ogródkiem.

COLUMBUS, Ohio — Miejscowy mieszkaniec Dennis Hallorhan, lat 41, znajduje się według relacji „w stanie” od wtorkowego wieczoru, kiedy to znajomy odpowiedział na jego rzucone mimochodem „musimy się kiedyś koniecznie umówić” konkretną datą, konkretną godziną i, jak ujął to Hallorhan, „rezerwacją. Na moje nazwisko”.
Uwaga padła jedenaście dni temu przed apteką, w sytuacji, którą Hallorhan określił jako „standardowy sposób kończenia rozmowy z kimś, kogo nie zamierza się już nigdy w życiu widzieć”.
– Powiedziałem to tak, jak mówi się „trzymaj się” albo „wrócimy do tematu” – powiedział Hallorhan, siedząc przy kuchennym stole z telefonem ekranem do blatu. – To jest dźwięk. To nie jest obietnica. Nikt jeszcze nigdy tego nie podjął, i właśnie dlatego można to bezpiecznie mówić.
Znajomy, Brad Teplitz, lat 43, napisał we wtorek o 16:12, proponując czwartek, godzinę 18:30 i śródziemnomorską knajpkę z ogródkiem. Potem przesłał zaproszenie do kalendarza, link do menu i wiadomość „Nie mogę się doczekać!!”.
– Po prostu uwierzyłem mu na słowo – powiedział Teplitz. – Rozumiem, że to nietypowe.
Źródła zbliżone do Hallorhana potwierdziły, że natychmiast zwołał on nadzwyczajną sesję swoich dotychczasowych zobowiązań, która obradowała w jego głowie przez mniej więcej cztery godziny. Do złożenia zeznań wezwano wizytę u dentysty, przyjęcie zaręczynowe kuzyna oraz bliżej nieokreśloną „sprawę”, na którą powołuje się od marca. Żadnej z nich nie dało się zmusić do kolizji z czwartkiem.
– Próbował wymyślić wcześniejsze zobowiązanie, ale jego wersja rozsypała się pod naporem pytań – powiedziała dr Marguerite Absalon, starsza pracowniczka naukowa Instytutu Uprzejmości Warunkowych i Niewiążących Gestów Werbalnych na Uniwersytecie w Lower Dunmore. – Linia obrony „mam coś na głowie” działa tylko wtedy, gdy to coś już istnieje. Nie można retroaktywnie zbudować sprawy. Ludzie próbowali. Zawsze wygląda to jak sprawa.
Absalon stwierdziła, że incydent świadczy o postępującym rozpadzie umowy społecznej. – Przez stulecia społeczeństwo opierało się na delikatnym porozumieniu, że „musimy się umówić” znaczy „do widzenia” – powiedziała. – A potem ktoś zaczął odpowiadać.
„Powiedziałem to tak, jak mówi się »trzymaj się«. To jest dźwięk. To nie jest obietnica.”
Hallorhan rozważał podobno kilka reakcji, w tym nagłą chorobę, nagłą przeprowadzkę do Portugalii oraz odpowiedź „Brzmi świetnie!” i po prostu niepójście. Ostatnią opcję odrzucił, gdy zdał sobie sprawę, że Teplitz zdążył już powiedzieć restauracji o ogródku.
Do środy rano Hallorhan napisał i skasował czternaście wiadomości, z których najdłuższa zaczynała się od słów: „Słuchaj, śmieszna sprawa z tym, co powiedziałem”. Ostatecznie odpowiedział emotikoną kciuka w górę, którą nazwał „najbardziej wiążącą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem”.
Teplitz ze swej strony odpowiedział trzema wykrz男男男男男男男
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


