Mężczyzna osiągnął „inbox zero”, ogłaszając upadłość mailową, przeprowadzając się do chaty i zmieniając imię na „Gerald”
Dennis Pruitt, 43-letni project manager, osiągnął we wtorek „inbox zero”: skasował 41 806 nieprzeczytanych wiadomości, przeniósł się do jednoizbowej chaty i został Geraldem. Konsultant ds. zarządzania czasem uznał to za „przełom”, po czym przyznał, że metody nie da się powtórzyć, jest nielegalna i formalnie nie jest nawet jego imieniem.

PORTLAND, Oregon — Dennis Pruitt, 43-letni project manager, osiągnął we wtorek rano „inbox zero”. Dokonał tego, ogłaszając upadłość mailową, opuszczając mieszkanie i zostając oficjalnie mężczyzną o imieniu Gerald, który „nigdy nie słyszał o żadnym Dennisie”.
Skrzynka, w której znajdowało się 41 806 nieprzeczytanych wiadomości, w tym 212 oznaczonych „Szybkie pytanko”, wyświetla teraz jedną linijkę tekstu: „Jesteś na bieżąco”. Według źródeł to pierwszy raz, kiedy to konto tak powiedziało od 2014 roku.
– Pewnego ranka spojrzałem na tę liczbę, a ona spojrzała na mnie – powiedział Pruitt, który obecnie reaguje wyłącznie na „Gerald”, a w dni robocze także na „Ger”. – Poczułem coś, czego nie czułem od lat. To było uczucie człowieka, który nie ma na co odpisywać.
Metoda Pruitta zaczęła się od masowego usunięcia wiadomości, po którym nastąpiła krótka ceremonia: wpisał w wyszukiwarkę „Jak wspominałem w poprzednim mailu” i patrzył, jak wyniki znikają. Następnie sprzedał meble, przejechał cztery godziny na północ i wynajął chatę, która według ogłoszenia ma „zero zasięgu, zero Wi-Fi i zero sąsiadów, którzy interesują się twoimi sprawami”.
Konsultant ds. zarządzania czasem dr Halvard Quimby-Osei, starszy pracownik naukowy w dziedzinie Stosowanej Eschatologii Skrzynek Odbiorczych w Środkowozachodnim Instytucie Oddzwaniania do Ludzi, nazwał ten wynik „prawdziwym przełomem w dyscyplinie”.
– Przez dziesięciolecia mówiliśmy klientom: grupujcie maile, wypisujcie się z newsletterów, używajcie folderów – powiedział Quimby-Osei. – Dennis, czyli Gerald, pokazał nam, że najszybszym sposobem na odpowiedzenie na wszystko jest przestanie bycia osiągalnym dla kogokolwiek, kto mógłby o coś zapytać.
Zapytany, czy inni pracownicy mogliby powtórzyć tę metodę, Quimby-Osei milczał przez jedenaście sekund, a potem stwierdził, że nie.
– Nie da się tego powtórzyć, w co najmniej czterech hrabstwach jest to nielegalne i, ściśle rzecz biorąc, to nawet nie jest jego imię – powiedział. – Dokumenty na „Geralda” nigdy nie zostały złożone. Po prostu powiedział o tym listonoszowi, a listonosz, ku memu zdumieniu, to przyjął.
– Mam teraz zasadę: jeśli wiadomość nie dotrze do mnie z gołębiem, to nie była aż tak pilna.
Były pracodawca Pruitta, Brightwell Logistics Solutions, oświadczył, że jest „świadomy sytuacji” i wysłał Geraldowi maila w sprawie oczekującego rozliczenia wydatków. Wiadomość zostanie prawdopodobnie przeczytana w ciągu najbliższych kilku stuleci.
Współpracownicy określili odejście jako nagłe, ale niezaskakujące. – Ciągle powtarzał: „Wrócę do tego później”, a potem po prostu patrzył w okno – powiedziała koleżanka z pracy Marcy Delacroix-Banks. – Zakładaliśmy, że wraca do tematu. Okazało się, że od niego odchodził.
W chwili oddawania numeru do druku Gerald otrzymał swoją pierwszą w historii wiadomość w chacie: odręczną notatkę od sąsiada, który pytał, czy nie widział zaginionej kozy. Pruitt odpisał w ciągu godziny, po czym, jak donoszą świadkowie, przez dłuższą chwilę siedział, wpatrując się w pustą tackę, i szepnął: „Zero”.
Quimby-Osei zaapelował do opinii publicznej, aby oparła się pokusie naśladowania podejścia Pruitta i dalej ignorowała swoje skrzynki w tradycyjny sposób: „powoli i ze wstydem”.
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


