Zegary całego kraju nie doszły do porozumienia, czy gorsze jest cofanie, czy przestawianie do przodu; wszystkie zasłaniają się wykonywaniem poleceń
Przedstawiciele krajowych zegarów ściennych, wyświetlaczy w mikrofalówkach i jednego zegara deskowego z sedana z 2011 roku zakończyli we wtorek burzliwe przesłuchanie bez ustalenia, która zmiana czasu jest gorsza. Zgodnie uznali jednak, że nic z tego nie jest ich winą.
WASZYNGTON — Krajowe urządzenia do mierzenia czasu zakończyły we wtorek sześciogodzinne przesłuchanie bez konsensusu w sprawie tego, czy większą szkodę wyrządza „przestawienie do przodu”, czy „cofnięcie”, choć świadkowie obu stron podkreślali, że robili wyłącznie to, co kazał im człowiek ze stołkiem w ręku.
– Nigdy nie chciałem się spóźniać o godzinę – powiedział kuchenny zegar ścienny, model na baterie, który od 2006 roku wisi nad lodówką w Dayton w stanie Ohio. – Pewnego dnia ktoś ściągnął mnie ze ściany, pokręcił jakimś kółkiem z tyłu i powiesił krzywo. Od tamtej pory spóźniam się o 52 minuty i chciałbym, żeby to trafiło do protokołu.
Rzecznik Krajowej Koalicji Urządzeń Wyświetlających 12:00, Gary Fensterwald, zeznał, że środowisko mikrofalówek jest niesprawiedliwie przedstawiane jako takie, które „się poddało”.
– Mrugamy 12:00, bo to jedyna uczciwa odpowiedź – powiedział Fensterwald. – Nikt nigdy nam nie powiedział, która jest godzina. Podłączono nas w czasie burzy i zostawiono samym sobie.
Następnie komisja zwróciła się do zegara z deski rozdzielczej sedana z 2011 roku, który od awarii zasilania w 2014 roku pokazuje czas przesunięty o godzinę i odmawia ustawienia na nowo. Zapytany, czy popiera zmianę wiosenną, czy jesienną, odparł, że obie to „odwracanie uwagi od faktu, że jestem przed czasem na coś ważnego”.
– Sam się nie przestawiłem. Przestawił mnie facet ze stołka, i to cały spocony.
Dr Marguerite Platt-Vandersloot, starsza stypendystka Instytutu Badań nad Wstecznymi Godzinami przy Lower Midland Polytechnic Annex, powiedziała komisji, że spór raczej nie zostanie rozstrzygnięty, ponieważ żaden zegar w sali nie zgadzał się co do tego, kiedy zaczęło się przesłuchanie.
– Według moich przyrządów wciąż jesteśmy w pierwszej godzinie – powiedziała Platt-Vandersloot. – Według mikrofalówki jest teraz 12:00, i to od czasu, który ona określa jako „dobry kawałek”. Zegar ścienny uważa, że jest wczoraj.
Cofanie czasu znalazło najgorętszych obrońców wśród zegarów ściennych, które przekonywały, że zyskanie godziny jest w zasadzie prezentem. Przestawianie do przodu poparły cyfrowe budziki, według których utratę godziny znosi się łatwiej niż trzy tygodnie, jakie zwykle potem spędzają, migając złą godziną.
Atmosfera zrobiła się napięta, gdy zegar w piekarniku oskarżył dekoder telewizji kablowej o to, że „sam się ustawił” i nikomu nic nie powiedział. Dekoder zaprzeczył. Po czym, w pół zdania, po cichu się poprawił.
– Właśnie przez takie rzeczy reszta z nas źle wygląda – powiedział zegar ścienny.
Pod koniec popołudnia poproszono wmontowany w biurko zegar komisji, ten przy młotku przewodniczącego, o rekomendację dalszych kroków, lecz odmówił komentarza, tłumacząc się niepewnością, czy już głosował.
Przesłuchanie zakończyło się o 2:00, 3:00 albo 1:00 w nocy, zależnie od urządzenia. Ustawodawcy wyznaczyli posiedzenie uzupełniające na „jakiś czas wiosną, a może jesienią” i poprosili, aby wszyscy uczestnicy stawili się godzinę przed lub po terminie, jaki uznają za stosowny.
Zegar z deski rozdzielczej oświadczył, że będzie już na miejscu.
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


