Badanie: 100 procent firmowych mikrofalówek skrywa jedną plamę starszą niż sama firma
Archeolodzy z Uniwersytetu Studiów nad Kuchnią Pracowniczą datowali metodą węgla radioaktywnego najstarszą plamę w mikrofalówce średniej wielkości biura na około 4000 lat przed zarejestrowaniem firmy. Trwają prace nad nakazem jej ochrony, ale nikt w budynku nie chce go podpisać.

COLUMBUS, Ohio — Wieloletnie badanie opublikowane we wtorek przez Uniwersytet Studiów nad Kuchnią Pracowniczą wykazało, że 100 procent biurowych mikrofalówek zawiera jedną, pierwotną plamę, starszą zarówno od urządzenia, jak i od firmy, która je kupiła. Badacze określili to odkrycie jako „pokorne” i „coś, czego nie zdołamy wyjaśnić Administracji”.
Zespół przebadał 412 mikrofalówek w 138 miejscach pracy i w każdej znalazł tę plamę, zwykle na lewej górnej ściance wnętrza, tuż poza zasięgiem jakiejkolwiek gąbki, jaką kiedykolwiek wydano pracownikom.
— Zawsze ten sam odcień, gdzieś pomiędzy marinarą a żalem — powiedziała dr Lorraine Pettibone-Achterberg, starsza badaczka w dziedzinie Stratygrafii Resztek Lunchu i kierowniczka projektu. — Datowanie węglem wskazuje, że plama powstała około 4000 lat przed założeniem firmy. Nikt tutaj nie potrafi jeszcze powiedzieć, kto ją tam zostawił ani co wtedy podgrzewał.
Badacze zauważyli, że plama przetrwała kilka przeprowadzek biura, fuzję oraz e-mail z 2019 roku zatytułowany „Przyjazne przypomnienie w sprawie mikrofalówki”. W jednym przypadku znaleziono ją nienaruszoną w mikrofalówce, która została wysłana z fabryki jeszcze w oryginalnym kartonie.
— Nie twierdzimy, że plama zbudowała firmę. Twierdzimy, że firmę zbudowano wokół niej.
Pettibone-Achterberg wygłosiła tę uwagę podczas briefingu prasowego, który odbył się, na jej usilne żądanie, w kuchni pracowniczej. Dodała, że plama wydaje się w sensie kulturowym elementem nośnym, ponieważ po każdej próbie jej usunięcia w ciągu kilku dni pojawiała się nowa, identyczna.
Zespół rozpoczął prace nad nakazem ochrony, który ma nadać plamom status chronionych miejsc dziedzictwa. Dokument wymaga obecnie podpisów kierownika biura, regionalnego wiceprezesa oraz „tego, kto ciągle zostawia tam rybę”. W chwili oddania tekstu do druku wędrował od biurka do biurka od trzech tygodni, a ostatnio widziano go pod stosem niczyich pojemników na jedzenie.
— Popieram ideę ochrony — powiedział Gary Hollenbeck-Voss, regionalny asystent ds. operacyjnych, który odmówił podpisu. — Ale jeśli to podpiszę, chyba zostanę osobą, do której należy mikrofalówka. A ja już odpowiadam za drukarkę.
Nie wszyscy badacze uważają, że plamę należy zostawić w spokoju. Dr Anselm Roquefort-Dunne, wykładowca gościnny w dziedzinie Porównawczego Odgrzewania w Instytucie Stosowanych Resztek, twierdzi, że plama stanowi brzemię przodków. — Każdy pracownik, który kiedykolwiek otworzył te drzwiczki, spojrzał na nią, westchnął i zamknął je z powrotem — powiedział. — To nie jest plama. To tradycja.
W badaniu stwierdzono też, że w niewielkiej liczbie mikrofalówek znajduje się druga, młodsza plama, którą badacze przypisują „jednej osobie o imieniu Darek”. Darka nie udało się skontaktować w celu uzyskania komentarza, choć na drzwiczkach mikrofalówki w Columbus przyklejono karteczkę z napisem „DAREK — BŁAGAM”.
Uniwersytet planuje kontynuować pracę kolejnym badaniem, dotyczącym pochodzenia zapachu popcornu, który unosi się we wszystkich biurach od 2007 roku. Finansowanie zostało zatwierdzone. Wniosek o grant złożyła osoba, która w międzyczasie odeszła z firmy, a długopis, którego użyła, również przepadł.
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


