Para z Milford w szóstej godzinie negocjacji w sprawie termostatu. Oboje zapewniają, że „im wszystko jedno”
Lokalna para od sześciu godzin uprzejmie ustępuje sobie pola w sprawie jednego stopnia temperatury w mieszkaniu, a żadne nie chce powiedzieć, czego właściwie chce. Wezwano mediatora z Komisji Pojednania Ogrzewania i Chłodzenia.

MILFORD, OHIO — W wtorkowy wieczór pewna lokalna para weszła w szóstą godzinę negocjacji w sprawie termostatu. Oboje twierdzą, że „naprawdę im wszystko jedno” i że druga strona „po prostu powinna wybrać”.
Dana Kowalczyk-Reyes (34 l.) i Marcus Reyes (36 l.) tkwią w impasie od 16:15, kiedy to Marcus zauważył, że w domu jest „trochę gorąco”, a Dana zauważyła, że jest „w sam raz, ale jak chcesz, to proszę bardzo”. Termostat wskazuje obecnie 21,5°C. Żadne z nich go nie dotknęło.
– Chcę tylko, żeby on się czuł komfortowo – powiedziała Dana, ubrana w sweter na koszuli z długim rękawem, a na to jeszcze jeden sweter. – Jeśli mu gorąco, możemy obniżyć. Mnie nie jest zimno. No, jest mi trochę zimno. Ale nic mi nie jest.
Marcus, który był wyraźnie spocony, oświadczył, że chętnie podkręciłby ogrzewanie, gdyby Dana tego chciała. – Ona nigdy tak naprawdę nie powiedziała, że jej zimno – zauważył, wachlując się rachunkiem za prąd. – Więc zakładam, że jest jej świetnie. Mnie też jest świetnie. Jest mi wręcz idealnie.
Mniej więcej w trzeciej godzinie para uzgodniła, że to „nic takiego” i że trzeba „po prostu dać temu spokój”. Następnie nie dała temu spokoju. W czwartej godzinie każde z nich osobno przeszło obok termostatu i wyciągnęło ku niemu rękę, by w ostatniej chwili ją cofnąć. Sąsiedzi nazwali ten manewr „męczarnią do oglądania przez okno”.
W piątej godzinie para wezwała Geralda Pembertona-Oyelarana, starszego referenta ds. koncyliacji z Midwestowego Wydziału Domowych Nastaw Komisji Pojednania Ogrzewania i Chłodzenia. Pemberton-Oyelaran przybył z laminowaną tabelką i niewielkim termometrem cyfrowym, który postawił na stoliku kawowym, prosząc wszystkich, by przestali na niego patrzeć.
– W ciągu dziewiętnastu lat rozstrzygania sporów o jeden stopień wzorzec zawsze jest ten sam – powiedział. – Obie strony kłamią, że są elastyczne, i obie kłamią, że jest im wszystko jedno. Szczerze mówiąc, to właśnie ta elastyczność jest problemem. Gdyby któreś z nich powiedziało „zimno mi” jasnym, brzydkim głosem, skończylibyśmy przed obiadem.
– Mieliśmy pary, które z czystego wyczerpania dobiły do 22 stopni, po czym jedno z nich po cichu szło włożyć bluzę i nie mówiło nic. To nie jest rozwiązanie. To jest wzięcie zakładnika, tylko z izolacją cieplną.
Pemberton-Oyelaran powiedział, że od czasu wprowadzenia inteligentnych termostatów liczba takich przypadków wzrosła w Komisji o 40 procent. Jego zdaniem urządzenia te „dają obojgu aplikację w telefonie, a więc dwukrotnie więcej okazji, by po cichu przywrócić poprzednią temperaturę”.
Dr Priya Venkataraghavan, stażystka naukowa w dziedzinie studiów nad pasywną uległością w Lakeshore Institute for Unspoken Domestic Preferences, uznała, że pat Kowalczyk-Reyesów jest podręcznikowy. – Każde z partnerów rywalizuje o to, by być tym bardziej ugodowym – wyjaśniła. – To jedyna konkurencja, w której obaj zawodnicy starają się przegrać, a mimo to nie ma zwycięzcy.
W chwili oddania tekstu do druku mediator zaproponował kompromis na poziomie 21,4°C, czyli wartości, której termostat nie obsługuje. Obie strony przyjęły ją natychmiast, zapewniły, że są „absolutnie zadowolone”, po czym wróciły do stania w korytarzu.
Zapytany o komentarz pies pary, który od południa leży na zimnych kafelkach w kuchni, nie zdradził swoich preferencji, ale zapewnił, że „jest mu wszystko jedno”.
Ten artykuł został wygenerowany przez duży model językowy. To satyra. Nic z tego się nie wydarzyło.


